Logo Midrasza


  Kafka ważniejszy od Tory?

PIOTR PAZIŃSKI

 
Od lewej: Stanisław Siedlecki, Konstanty Gebert, Kazmiera Szczuka, fot. Krystyna Świrszcz

Od lewej: Stanisław Siedlecki,
Konstanty Gebert, Kazmiera Szczuka
fot. Krystyna Świrszcz


Takich tłumów, jak te, które zebrały się 20 października na debacie poświęconej temu, czym jest i jaka powinna byś żydowska tożsamość, klubowa sala TSKŻ w Warszawie dawno już chyba nie widziała. Trójka panelistów, wielu dyskutantów, gwar i gorąca atmosfera przypominać musiały niektórym żydowskie debaty sprzed dziesięcioleci. Zresztą nawet jeśli październikowa dyskusja w TSKŻ była tylko ubogą krewną dawnych dyskusji, to miała jedną z nimi wspólną cechę: jeszcze raz ujawniła fundamentalne różnice poglądów dzielące Żydów i nie zakończyła się jakimkolwiek porozumieniem.

        Burzliwą dyskusję o tożsamości współczesnych polskich Żydów rozpętała na początku września Szoszana Ronen, mieszkająca od kilku lat w Warszawie świecka Izraelka, doktor filozofii, zamieszczając w "Gazecie Wyborczej" artykuł pt. Jak w Polsce być Żydem. Podając jako przykład własną tożsamość zaproponowała polskim Żydom, zwłaszcza tym, którzy odczuwają potrzebę powrotu do żydostwa, by pozostali Żydami świeckimi albo zdecydowali się na judaizm reformowany. Ostro zaatakowała (i temu atakowi w gruncie rzeczy jej artykuł był poświęcony) judaizm ortodoksyjny i tych polskich Żydów, którzy decydując się na powrót do ortodoksyjnego żydostwa zamiast "uniwersalnego przesłania judaizmu" wybrali "kastowość i zamknięcie". "Życie żydowskie to coś znacznie więcej, niż żydowska religia" - pisała Ronen, przywołując nazwiska Spinozy, Kafki i Freuda i namawiając, by każdy z Żydów wybrał z żydowskiej tradycji to, co mu w niej odpowiada.

        Z Szoszaną Ronen polemizował Konstanty Gebert, redaktor naczelny "Midrasza" w artykule pt. Proszę nie urządzać nam życia. Zarzucił autorce nieznajomość ortodoksyjnego judaizmu, wrogość wobec religii oraz to, że w sposób zupełnie nieuzasadniony przekłada na polski grunt znany spór pomiędzy świeckim a ultraortodoksyjnym odłamem społeczeństwa izraelskiego. Nie po raz pierwszy stwierdził również z naciskiem, że w polskich warunkach "jedynie tożsamość religijna [jako, że brak odrębnego języka czy kultury - przyp. red.] daje nielicznym Żydom natychmiastowy i pełnoprawny udział w życiu żydowskiego świata". "Nie oznacza to, że nurty niereligijne żydowskiej tradycji są bezwartościowe czy nieautentyczne" - dodał.


Od lewej: Jerzy Diatłowicki, Szoszana Ronnen, Michał Sobelman, Krystyna Szczuka. W środku - Józef Hen, fot. Krystyna Świrszcz

Od lewej: Jerzy Diatłowicki, Szoszana Ronnen, Michał Sobelman, Krystyna Szczuka. W środku - Józef Hen
fot. Krystyna Świrszcz


        Z Gebertem polemizowała z kolei Kazimiera Szczuka, krytyk literatury z IBL PAN (tekst Będziemy się wtrącać). Zarzuciła mu "ZChN-owski zapał", stosowanie religijnych kryteriów w stwierdzaniu żydowskiej tożsamości, nietolerancję i "odpychanie zeświecczonych odszczepieńców". Zamiast powrotu do "małych chatynek polskich sztetl", gdzie ortodoksyjni Żydzi zajmowali się jakoby głównie dyskryminowaniem swych żon, zaproponowała "tożsamość niereligijną, opartą na poczuciu kulturowej wspólnoty".

        Cała trójka spotkała się, jak już powiedzieliśmy, 20 października w klubie TSKŻ. Spotkanie, zorganizowane przez Gołdę Tencer, prowadził redaktor Jerzy Diatłowicki, który już na początku dyskusji pokazał, iż nie zamierza być bezstronnym moderatorem. - Chciałbym powiedzieć, że panowie Gebert i Krajewski nie będą mi dyktować, kim mam być - oświadczał kilkakrotnie. Jego sugestia zaś (którą naczelny "Midrasza" określił mianem "plugawej", porównując Diatłowickiego do Jerzego Urbana), jakoby popularność ortodoksyjnej wersji judaizmu należało tłumaczyć obecnością w Polsce sponsora w postaci fundacji Laudera (która zresztą ortodoksyjna nie jest), wywołała oklaski wśród części słuchaczy.

        Wstępne komentarze Diatłowickiego i atmosfera panująca wśród w większości świeckiej, TSKŻ-owskiej publiczności sprawiły, że spotkanie zaplanowane jako rzeczowa dyskusja na temat trzech artykułów (na początku autorzy przypomnieli główne tezy swych artykułów) szybko przekształciła się w atak na ortodoksyjne i częściowo ortodoksyjne formy życia religijnego. Nadesłany z Izraela głos wyrażającego się w podobnym duchu Uri Hupperta drukujemy na stronie 42.

        Przeciwko religijnej wersji żydostwa, reprezentowanej na sali, w opinii publiczności, przez Konstantego Geberta i Stanisława Krajewskiego, występowali zarówno młodsi i starsi uczestnicy dyskusji. Młodsi powtarzali świeckie argumenty Szoszany Ronen (m.in. ten, że dla Geberta koszerność jajka ważniejsza jest jakoby od moralności) i feministyczne manifesty Kazimiery Szczuki. Po raz kolejny zarzucono naczelnemu "Midrasza", że jako człowiek religijny i chętnie manifestujący swoją religijność uważa się za lepszego Żyda od nich, czy wręcz wyklucza ludzi świeckich z obrębu żydostwa.

        - Kto dał wam prawo do tego, by decydować, jaka ma być w Warszawie synagoga? - pytała retorycznie Szczuka, a wtórowała jej m.in. Bożena Umińska z ŻIH. - Jestem Żydówką, zawsze byłam Żydówką i nie widzę powodu, dla którego teraz ktoś ma mi narzucać siłą religię. Próbowałam tego kiedyś, ale zawsze czułam się obco. Do synagogi nie pójdę. To, że musiałabym wejść na balkon, po prostu mnie upokarza. Nie ma jednej świadomości żydowskiej - dodała. - Jest ich wiele.


Sala klubu TSKŻ dawno nie widziała takich tłumów, fot. Krystyna Świrszcz

Sala klubu TSKŻ dawno nie widziała takich tłumów
fot. Krystyna Świrszcz


        - Ja również zawsze byłem Żydem. Z niczego nie muszę się nikomu tłumaczyć i nikt nie będzie mi mówił, co daje pełnoprawny udział w żydostwie - rozpoczął ostro poseł Czesław Bielecki, radząc, by "Żydzi wyszli wreszcie z szafy i skończyli ze swoją żydowską histerią i przekonaniem, że są najważniejsi na świecie". - Niech każdy określa się tak, jak mu się to podoba, a religia nie ma tu nic do rzeczy - oświadczył i jako zdeklarowany przeciwnik wytykania komukolwiek żydowskiego pochodzenia wytknął je dziesięciu największym rosyjskim bankierom i stalinowskim funkcjonariuszom polskiego bezpieczeństwa. - Dlaczego Żydzi mają nieuleczalną skłonność do balansowania pomiędzy bagnem a trzęsieniem ziemi? - zapytał retorycznie na koniec.

        Dostało się też Gebertowi i "ortodoksom" (naczelny "Midrasza" często używał liczby mnogiej, mówiąc "my, Żydzi religijni") od starszych uczestników dyskusji. - Właśnie dlatego, że pan pisze, iż jedynie tożsamość religijna daje pełnoprawny udział w życiu żydowskim, ja po dziewięćdziesięciu latach życia jako Żydówki muszę się teraz tłumaczyć przed jakimś rabinem, że Żydówką w ogóle jestem, że Żydówką jest moja córka, że Żydem jest mój wnuk - mówiła zdenerwowana Eugenia Strumień, bibliotekarka TSKŻ, tłumacząc się przed publicznością ze swojego życia. - Dlaczego mamy chodzić akurat do synagogi? - pytał redaktor Marian Turski z "Polityki", wspominając swoją hebrajską edukację. O żydostwie jako przede wszystkim wspólnocie losu mówił pisarz Józef Hen, wypowiadający się o religii w tym samym duchu, jak uczyniła to na początku spotkania Szoszana Ronen. - Oddzielmy wreszcie w żydowskiej tradycji to, co wartościowe od zabobonu - proponował, podobnie jak przedmówcy nie zgadzając się na religijną definicję żydostwa. - Pan nie będzie mi przyprawiać pejsów, to się panu nie uda! - wtórował Henowi głos starszego pana ze środka sali.

        Ale miał też Gebert swoich - nielicznych - obrońców. Jako pierwszy wystąpił Stanisław Siedlecki, jeden z najstarszych członków minianu z synagogi Nożyków. Zaatakował przede wszystkim Szczukę, argumentującą, że dla bycia Żydem wystarczy poczucie, że się nim jest, niezależnie od pochodzenia i znajomości tradycji. - Nie chodzi już nawet o religię, - mówił słabym głosem - lecz o tradycję właśnie, która też nie jest tu przestrzegana. A bez tradycji nie ma żydostwa. Bez wiedzy o tym, co to jest Pesach, Szawuot, Sukot nie można być Żydem. Nie trzeba chodzić do synagogi, ale aby być Żydem, trzeba na Pesach obok zwykłego chleba położyć chociaż kawałek macy! - tłumaczył, przestrzegając też przed towarzyskim snobizmem na bycie Żydem.

        Zwolenniczką teorii naczelnego "Midrasza", jakoby judaizm ortodoksyjny stanowił ostatnią deskę ratunku dla tych, którzy chcą wytrwać, bądź powrócić do żydostwa, okazała się psycholog Anna Dodziuk. - To, co państwo tu proponują, żydostwo świeckie, żydostwo Kafki, bunt przeciwko religii, to wszystko jest być może dobre dla tych, którzy w żydostwie się wychowali i jest ono dla nich sprawą oczywistą. Ale dla mnie, Żydówki, która chce wrócić do swojego żydostwa, wyjść z szafy, jedyną drogą jest religia, bo to ona właśnie pomaga mi odbudować utraconą tradycję.

        - Poszukujmy mimo wszystko punktów wspólnych, jest nas przecież tak mało - nawoływali Stanisław Krajewski i Helena Datner z warszawskiej Gminy. Krajewski podkreślił, że żydowski pluralizm jest "sprawą bardzo ważną", ale zaproponował, by wspólnie studiować święte teksty, "które, nawet jeśli nie ktoś nie jest religijny, są naszym wspólnym dziedzictwem". - Nie ma mowy o jakimkolwiek narzucaniu, ale nie mamy dziś innego punktu odniesienia, wokół którego można odbudowywać żydowską świadomość. Nie jest już nim przecież język jidysz, który stał się językiem martwym - dodał przypominając równocześnie, że z "religią jest jak z małżeństwem - trzeba w niej żyć, aby mieć cokolwiek o niej do powiedzenia". Uwaga o jidysz wywołała gwałtowną polemikę Gołdy Tencer. - Język jidysz nie jest językiem martwym, ale językiem zmarłych. A to jest wielka różnica - powiedziała.

        Helena Datner nawoływała do zgody. - Sytuacja jest bardzo zła - zauważyła pesymistycznie. - Kłócąc się tak niczego nie osiągniemy - ostrzegła zapewniając jednocześnie, że ona sama w synagodze Nożyków "również nie czuje się u siebie".

        Na zakończenie dyskusji oddano z powrotem głos panelistom. Szoszana Ronen jeszcze raz krótko przedstawiła swój punkt widzenia, podkreślając, iż nie zgodzi się na odbieranie Kafce prawa do bycia żydowskim pisarzem. (- Co jest w Kafce specyficznie żydowskiego? To wielka literatura, ale część kultury uniwersalnej, nie żydowskiej - dowodził wcześniej Gebert.) Kazimiera Szczuka wygłosiła jeszcze jeden feministyczny manifest, podziękowała Eugenii Strumień za "piękne, cudowne ględzenie naszych babek, które jest prawdziwą Torą". Wątek feministyczny nie został jednak w dyskusji podjęty. Odwołujący się doń głos Racheli Steiner Bookstein z warszawskiego biura fundacji Laudera drukujemy na stronie 43.

        Gebert odpowiadał na kolejne zarzuty: - Podkreślam raz jeszcze, nie uważam, że niereligijne nurty żydowskiej tradycji są bezwartościowe albo nieautentyczne, są jednak nieskuteczne w naszej sytuacji. Bardzo bym się cieszył, gdyby byli w Polsce bundyści, syjoniści, reformiści. Ale ich nie ma. My, Żydzi religijni, nikomu niczego nie narzucamy. Ale żydostwo, podobnie jak każda inna tożsamość, to nie jest supermarket, z którego każdy może wybrać sobie tylko to, co mu się podoba. Owszem, - powiedział również, nawiązując do wcześniejszej wypowiedzi Szczuki - możemy sobie wyobrazić pewnego Eskimosa, który bywa Żydem w każdy trzeci czwartek miesiąca. To, co niektórzy z państwa tu proponują, to nie jest już, moim zdaniem, żydowska tożsamość, tylko postmodernistyczny serek homogenizowany. Ja nie chcę być takim serkiem, ale jeśli ktoś ma na to ochotę, proszę bardzo. - Znowu zabraniasz mi być Żydówką - odpowiadała Gebertowi Krystyna Szczuka.

        - Dobrze, że mamy takie dyskusje. Frekwencja wskazuje na to, że są one potrzebne - podsumowała wyraźnie zadowolona Gołda Tencer. Wychodzący z sali ludzie jeszcze długo wzburzonym głosem wymieniali poglądy.






 (C) Midrasz 1998 - 2000. Wszelkie prawa zastrzeżone.