Logo Midrasza


  Bella Szwarcman-Czarnota
Ostatni z dynastii

          W czerwcu minie dziesięć lat od śmierci Menachema Mendla Schneersona, duchowego przywódcy potężnego ruchu Chabad. Każdy, kto bywał w żydowskich dzielnicach światowych metropolii, widywał olbrzymie portrety tego, którego nazywano po prostu Rebe. Napisy w różnych językach wzywały: "Przygotowujcie się na przyjście Mesjasza!"

        Rebe wypowiedział te słowa jakieś dziesięć lat przed swoją śmiercią. Zanim do tego doszło, przemierzył długą drogę - w czasie i przestrzeni.

        Poświęcono mu książki, artykuły, rozprawy i kazania. Jego korespondencję, komentarze i przemowy zgromadzono w wielu grubych tomach. Zdumiewające jest jednak, jak mało wiemy o samym jego życiu. Parę dat, nazwisk i miejscowości. Tyle można z trudem wyplątać z ozdobnych opowieści, wspomnień i panegiryków. Ryzykowne to przedsięwzięcie - oddzielić fakty od tego, co nazwać by można, z wszelkimi stosownymi tu zastrzeżeniami, historią świętą. Spróbujmy jednak.

        10 czerwca 1900 roku młody Lewi Icchak Schneerson, piąty potomek wywodzący się w prostej linii od trzeciego rabina lubawickiego, poślubił Chanę Janowski, również pochodzącą z wybitnej rodziny rabinackiej. ślub odbył się w Nikołajewie, mieście położonym na południu Ukrainy. W osiemnaście miesięcy później, 18 kwietnia 1902 roku, na świat przyszedł pierwszy syn Schneersonów, któremu nadano imiona Menachem Mendel. I tu od razu natykamy się na niejasność. Z niektórych oficjalnych dokumentów wynika, że Menachem Mendel Schneerson urodził się 2 marca 1895 roku. Wśród Żydów rozpowszechniona była wówczas praktyka zapisywania potomków płci męskiej pod wcześniejszą datą, aby uniknąć poboru do wojska.

        Był to czas niespokojny, w większych miastach Ukrainy dochodziło do pogromów, miasto Nikołajew również nie należało do wyjątków. Zorganizowano tam samoobronę. Warto zauważyć przy okazji, że główną postacią był tu Chaim Pilakow, wuj pierwszego prezydenta Izraela, Chaima Weizmanna. Żydom udało się zmusić atakujących do odwrotu. Nie na długo jednak. Nastąpiły kolejne pogromy, zatem rodzina Schneersonów
        - obecnie już z trójką synów - przeniosła się 6 czerwca 1909 roku do Jekatierinosławia. Nie dlatego, że tam do pogromów nie dochodziło, wprost przeciwnie - jednak tamtejsza społeczność żydowska, choć podzielona, była znacznie większa. Oprócz chasydów i mitnagdim działały tam grupki marksistowskie i syjonistyczne, zarówno w wersji religijnej, jak i świeckiej. Nie trzeba dodawać, że te ugrupowania zwalczały się nawzajem, zaś wszystkie sprzymierzyły się przeciwko chasydom lubawickim, a zatem i nowo przybyłemu Lewiemu Icchakowi (przywódcą ruchu Chabad był wówczas Szalom Dow Ber). Miało to ogromne znaczenie, gdyż pod koniec roku 1909 trzech szacownych rabinów jekatierinosławskich przeniosło się do wieczności i trzeba było wybrać nowego. Po wielu dysputach ustalono, że sprawami religijnymi społeczności pokierują dwaj rabini - przedstawiciel mitnagdim Pinchas Gelman i Lewi Icchak Schneerson.

        Po sierpniu 1914 roku, czyli po porażkach odniesionych przez wojska rosyjskie po wybuchu I wojny światowej, władze nakazały Żydom opuszczenie terenów przygranicznych na Zachodzie i przeniesienie się w głąb kraju. Do Jekatierinosławia napłynęło wielu uchodźców. Wśród nich byli liczni uczeni w Piśmie. Dało to nowy bodziec do rozwoju społeczności żydowskiej miasta.

        Menachem Mendel i jego najmłodszy brat Leibel pobierali zrazu nauki u uczonego chasyda Szneura Zalmana Wilenkina. O nim to Rebe później mawiał: "To on nauczył mnie chodzić". średni z braci - Dow Ber - był słabego zdrowia i często przebywał w sanatoriach, pozostali chłopcy rywalizowali o palmę pierwszeństwa w nauce. Od wczesnych lat bracia Schneersonowie uczyli się języków obcych a także - co było również w owych czasach wyjątkowe - przedmiotów "świeckich". Nauczycielem ich był Israel Edelson, energiczny działacz organizacji syjonistycznej Ceirej Cyjon. (Po utworzeniu Państwa Izraela był on przez pewien czas ministrem Spraw Wewnętrznych i Komunikacji pod nazwiskiem Ben Jehuda). Uczył chłopców matematyki, literatury rosyjskiej i języków obcych. Wspominał on, że Lewi Icchak zatrudniając go powiedział: chłopcy mają się uczyć przedmiotów związanych z judaizmem 16 godzin dziennie, pozostałe osiem godzin przeznaczonych jest na naukę przedmiotów "świeckich", jedzenie i sen.

        Wybitny poeta języka hebrajskiego Abraham Szlonski, kuzyn Schneersonów, wspominał, że mały Menachem Mendel od dziecka pasjonował się astronomią i w jego pokoju na ścianie wisiały mapy nieba.

        Jako kilkunastoletni chłopiec, już po bar micwie, pracował podczas epidemii tyfusu jako wolontariusz w szpitalu miejskim. Zaraził się wówczas i ciężko zachorował, a rodzice już go zaczęli opłakiwać. Jednak młody organizm przezwyciężył chorobę. Po latach Rebe wspominał, że to wydarzenie nauczyło go postępować zgodnie z żydowską maksymą: Tracht gut wet zajn gut (jid. - myśl dobrze, a wszystko będzie dobrze).

        Na tyfus zmarł rabin Gelman, więc tylko na barkach Lewiego Icchaka, ojca Menachema Mendla, spoczywało teraz organizowanie życia religijnego Żydów Jekatierinosławia. A nie był to czas łatwy
        - rządy bolszewików, powstanie osławionej Jewsekcji wymagały nie lada odwagi nie tylko ze strony wyznawców judaizmu.

        O swoje życie zaczął się obawiać najmłodszy syn Schneersonów - Leibl. Choć równie biegły w Talmudzie i Torze jak jego brat, skierował rychło zainteresowania w stronę "niebłagonadiożnej" odmiany marksizmu i syjonizmowi. Studiował w Leningradzie fizykę, gdzie kierował też kółkiem Tiferet Bachurim. Codziennie spotykano się tam po wykładach w celu studiowania Tory. Szabaty Leibl spędzał u swego krewnego Josefa Icchaka Schneersona, następcy Szaloma Dow Bera. Josef Icchak miał za kilka lat zostać teściem Menachema Mendla.

        Tymczasem jednak młody Leibl musiał uciekać - opuścił terytorium rosyjskie, posługując się paszportem na nazwisko Mordechaja Gurariego, lubawickiego chasyda, który utonął. A ponieważ w owych czasach w paszportach nie było zdjęć, Leibl mógł z łatwością posłużyć się dokumentem chasyda. Zresztą do końca życia zachował nazwisko pierwotnego właściciela paszportu.

        Menachem Mendel także należał w owych latach do częstych gości Josefa Icchaka, przyszłego teścia. To zresztą poprzedni przywódca Chabadu szepnął Josefowi, iż Menachem Mendel świetnie się nada na męża dla Chai Muszki. Josef Icchak oczywiście polecił sprawdzić stan wiedzy młodego Menachema Mendla. Tę odpowiedzialną rolę powierzył nie byle komu, lecz jednemu z najwybitniejszych erudytów owych czasów, autorowi encyklopedii talmudycznej, rabinowi Szlomo Josefowi Zewinowi. Test wypadł doskonale. Podczas kilkugodzinnej podróży z Rostowa do Leningradu wiedza i skrupulatność religijna Menachema Mendla zostały dokładnie sprawdzone, o czym szczegółowo poinformował Josefa Icchaka rabin Zewin.

        Nastąpiły teraz lata (1923-1927) niezmiernie owocne dla pogłębienia wiedzy judaistycznej Menachema Mendla, ale nie tylko. Korzystał z niesłychanie bogatej biblioteki teścia, ale też pomagał mu w działaniach organizacyjnych. Josef Icchak stworzył całą sieć tajnych szkół i organizacji religijnych, za co został aresztowany w czerwcu 1927 roku. Menachema Mendla uchroniła przed takim samym losem przytomność umysłu przyszłej żony. Widząc przez okno nadchodzącego Menachema Mendla, Chaja Muszka krzyknęła: "Schneerson, mamy teraz gości!" Młodzieniec pojął od razu, o co chodzi, i pobiegł palić dokumenty i ostrzec innych działaczy.

        Josefa Icchaka dość szybko wypuszczono z więzienia, zezwalając mu na emigrację. Wyjechał zatem do niepodległej jeszcze Rygi. Menachem Mendel tymczasem spędzał święta żydowskiego Nowego Roku u swoich rodziców w Jekatierinosławiu. On też przygotowywał się do podróży, gdyż przyszły teść wyjednał u władz bolszewickich zezwolenie również dla niego. Czy modląc się w rodzinnym domu wiedział, że widzi swojego ojca po raz ostatni, a z matką spotka się dopiero za dwadzieścia lat?

        Josef Icchak i Menachem Mendel pracowali usilnie w Rydze na rzecz pozostałych w Związku Sowieckim współbraci. Zbierali pieniądze na szkoły, na zakup żywności koszernej, macy na Pesach. Mobilizowali do działania żydowskie organizacje na zachodzie Europy i w Stanach Zjednoczonych.

        Jednak Menachem Mendel najwyraźniej odczuwał niedosyt wiedzy, gdyż wiosną 1928 roku wyruszył w podróż do Berlina. Czego szukał młody chasyd w tym mieście kabaretów i wyrafinowanych intelektualistów? Działał tam wówczas rabin Samson Rafael Hirsch, który usiłował ożywić ortodoksyjną myśl religijną po "spustoszeniach" dokonanych przez oświecenie. Josef Icchak Schneerson żywił dla Hirscha wielki szacunek za jego wysiłki, uważał bowiem, że Mojżesz Mendelssohn, który zapoczątkował ferment oświeceniowy wśród Żydów, był "człowiekiem przepełnionym Torą, który napił się trującego nektaru" i "ulepił ciasto z Tory zmieszanej z ateizmem". Jednak, zdaniem Josefa Icchaka, Hirsch poszedł na zbyt wielki kompromis, może wystarczający, by przyciągnąć tych, którzy zboczyli z prostej drogi, ale nie dla tych, co żyli Torą zawsze.

        W Berlinie przebywał też wówczas Josef Dow Solowiejchik, na którego wykłady z Talmudu w późniejszych latach ściągały do Bostonu tłumy. Działał także filozof Abraham Heschel, zaś rabin Jechiel Jakow Weinber był dyrektorem słynnego seminarium Hildesheimera. Właśnie poprzez seminarium rabiniczne Hildesheimera dostawali się na uniwersytet berliński żydowscy studenci, którzy nie mieli za sobą "zwyczajnego" wykształcenia umożliwiającego rozpoczęcie studiów na uniwersytecie. Po zapisaniu się na to seminarium mogli uczestniczyć w zajęciach jako wolni słuchacze. Taką drogę obrał również Menachem Mendel Schneerson. Wydaje się jednak, że nie brał udziału w seminarium, był to dlań jedynie "bilet wstępu". Warto dodać, że uczestnikiem seminarium Hildesheimera był wówczas Josef Burg, późniejszy minister Izraela.

        Na uniwersytecie berlińskim Menachem Mendel uczęszczał na wykłady z filozofii i fizyki. Jednym z jego profesorów był Dawid Baumgardt. Był to pierwszy profesor-Żyd, który w kilka lat później otrzymał katedrę na uniwersytecie, by w trzy lata później ją stracić za sprawą nazistów.

        Podczas studiów berlińskich Menachem Mendel Schneerson zaczął regularnie zapisywać swoje przemyślenia, opublikowane wiele lat później. Wynika z nich jasno, że studia nie ugasiły jego niezachwianego przekonania, iż wszelkie odkrycia i osiągnięcia nauki nie tylko nie mogą zaprzeczyć istnieniu Stwórcy, ale wręcz je potwierdzają.

        Tymczasem po czteroletnim okresie narzeczeństwa Menachem Mendel Schneerson i Chaja Muszka stanęli pod chupą. Niezwykle uroczysty i wspaniały ślub odbył się w Warszawie 27 listopada 1928 roku. Niestety nie byli na nim obecni rodzice pana młodego, odgrodzeni od syna żelazną kurtyną. Niemniej jednak ojciec, reb Lewi Icchak, wybitny kabalista, napisał do syna wiele listów, w których zanotował zwyczaje, jakich należy przestrzegać podczas zawarcia małżeństwa, a także udzielił mu bardzo głębokich nauk, czym jest związek małżeński w świetle Kabały.

        Uroczystość zaślubin miała miejsce w jesziwie lubawickiej przy ulicy Mławskiej 7. Przybył na nią wielotysięczny tłum zaproszonych i niezaproszonych gości, którzy powitali pannę młodą w powozie pokrytym różami. Ceremonię poprowadził ojciec panny młodej. Dalszy ciąg uroczystości odbył się w Rydze, dokąd cały orszak udał się pociągiem. Potem jednak młodzi wrócili do Berlina, gdzie Menachem Mendel studiował aż do roku 1932. Niewiele wiadomo na temat życia, jakie tam prowadził. Wiemy tylko, że przez pewien czas zastępował swego teścia podczas obchodów Rosz haSzana w Rydze. Josef Icchak udał się wówczas w podróż do Ziemi świętej i do Stanów Zjednoczonych, tymczasem na Łotwie wierni zaczynali dopiero odkrywać, jak charyzmatycznym przywódcą jest jego zięć.

        Nie wiadomo dokładnie, czemu młodzi Schneersonowie opuścili Berlin, zanim jeszcze naziści doszli do władzy. Niewiele też wiadomo, w jaki sposób przyszły Rebe wstąpił na Sorbonę. Nie znał bowiem francuskiego, ani też nie miał żadnego dokumentu poświadczającego odbycie studiów w Berlinie. Pokonał jakoś te trudności, francuskiego nauczył się bardzo szybko pod kierunkiem żydowskiego studenta wydziału prawa Meira Szuchtmana. Z nielicznych notatek w prasie i różnych wyrywkowych wspomnień wiadomo, że Menachem Mendel bywał na nabożeństwach w domach modlitwy przy ulicy des Rosiers, prowadził lekcje Talmudu. Mieszkał prawdopodobnie w Dzielnicy Łacińskiej, widywano go też w kawiarni La Coupole z kolegą ze studiów; Menachem zamawiał kawę, którą pozostawiał nietkniętą.

        Oboje z żoną pomagali rodzinie. Wysyłali paczki z żywnością i odzieżą. Chaja Muszka pomogła wydostać się z Berlina Leiblowi, bratu męża. Uczyniła to właściwie pod nosem nazistów - zaopatrzyła go w papiery potrzebne do wyjazdu do Palestyny, po czym wraz z nim wyjechała do Paryża. Menachem Mendel zgłosił się jako ochotnik do wojska, jednak nie został powołany.

        Wybuch wojny zastał Josefa Icchaka i jego żonę w Otwocku. Dzięki wysiłkom dyplomatycznym zdołał wraz ze swoją "świtą" opuścić Polskę - do brzegów amerykańskich dopłynął 19 marca 1940 roku. Nie udało się tylko uratować najmłodszej córki Szejny i jej męża - zginęli w Treblince.

        Josef Icchak starał się wydostać z Francji, do której wkroczyli już Niemcy, swą córkę i zięcia. Przybyli do Nowego Jorku w rok później - 23 czerwca 1941 roku. Wojska Hitlera były już także na terenie Związku Sowieckiego, gdzie przebywali rodzice Menachema Mendla - Lewi Icchak i Chana. Tymczasem ich syn opuścił Europę, do której wrócić miał jeszcze tylko raz - w 1947 roku. Wtedy dopiero Sowieci zgodzili się na wyjazd jego matki do Paryża. Rebecn Chana przyjechała bez męża - zmarł w dalekim Kazachstanie, na zesłaniu, w 1944 roku. Rebecn Chana wyjechała z synem do Nowego Jorku, gdzie mieszkała do końca życia. Szoa i bolszewizm pozbawiły wielu Żydów rodzin, jednak chasydzi lubawiccy nie poświęcili zbyt dużso czasu i miejsca na rozpamiętywanie. Niewiele też powstało rozpraw teologicznych na ten temat. W 1964 roku, już jako przywódca Chabadu, Menachem Mendel Schneerson tłumaczył to pisarzowi Eliemu Wieslowi: "Pamiętaj o tym, co ci uczynił Amalek to niewątpliwie postawa godna aprobaty. W myśl tradycji jest to także micwa. Należy to podkreślić, tym bardziej że w dzisiejszym świecie jest tendencja do tego, by zapomnieć i pozwolić zapomnieć innym. Wszelako pamięć jest tylko częścią obowiązku, jaki nam przypada w udziale. Innym aspektem, może nawet jeszcze ważniejszym, jest działanie wbrew "ostatecznemu rozwiązaniu", zaplanowanemu przez Hitlera, podobnie jak niegdyś przez Hamana. [...] Nie powinniśmy poddawać się ciosom, czy też pogrążać się w rozpamiętywaniu wspomnień, choćby były one bardzo doniosłe. Musimy obecnie propagować dążenie do odbudowy narodu żydowskiego jako takiego, tak jak nasi przodkowie starali się to uczynić w Egipcie i tym samym zburzyć plan "ostatecznego rozwiązania". [...] Pozwalam sobie także stwierdzić z całą stanowczością, że choćby nie wiem jak ważne było opowiadanie dzisiejszym pokoleniom o wydarzeniach, jakie były naszych udziałem, i choćby nie wiadomo jak trudno byłoby nam się wydostać spod ich ciężaru, jest naszym obowiązkiem żyć, i to żyć pełnią życia".

        Zgodnie z tym Menachem Mendel wraz z teściem działają energicznie. Jeszcze podczas wojny powstaje wydawnictwo Kehot oraz tygodnik "Hakrija weHakedosza" (Czytanie i świętość). Pod koniec lat 40. Josef Icchak, czując, że siły go opuszczają, przekazuje coraz więcej władzy i rozszerza pole działania swego zięcia. Szósty Rebe z dynastii umiera 18 stycznia 1950 roku. Od tej chwili nieprzerwanie przez czterdzieści lat świat Chabadu podlega Menachemowi Mendlowi Schneersonowi. Swoją wiedzą i urokiem osobistym ujął niemal wszystkich, choć tak, różnił się od otaczających go chasydów: powściągliwy, odziany ze skromną elegancją (zawsze w krawacie i marynarce), cicho wypowiadający błogosławieństwa, podczas modlitwy nieporuszony. Przede wszystkim zaś miał rozległą wiedzę, również w zakresie szeroko rozumianej humanistyki - połączenie wielowiekowej tradycji z nadciągającą nowoczesnością. Również w nauczaniu.

        Dla Rebego każdy Żyd jest narzędziem zbawienia, powinno mu się tylko dostarczyć możliwość poznawania Tory. Żydzi wierzący i niewierzący nie są dlań odrębnymi grupami - Żydom religijnym nie wolno się zamykać we własnym świecie, powinni dzielić się swoją wiedzą i umiejętnościami, powinni nieść ją pomiędzy tych, którzy nią nie dysponują. Kto tego nie czyni, powiada Rebe, jest dezerterem. Wprawdzie Noe troszczył się tylko o uratowanie najbliższych, ale to było jeszcze przed nadaniem Tory. Teraz tak postępować nie wolno - powiada Rebe - i dlatego jego emisariusze rozjeżdżają się na wszystkie strony świata.

        Szczególną uwagą darzy Chabad Afrykę Północną, gdzie tak trudno żyje się Żydom. Właśnie w Tunisie miałam wyjątkową przyjemność uczestniczyć w porannym nabożeństwie szabatowym w maleńkim, zatłoczonym sztiblu lubawickim, zaledwie kilkaset metrów od wspaniałej, ogromnej i pustej synagogi. Stary Rebe przyjechał tu przed laty z Paryża z żoną, która zdołała uciec z Leningradu jeszcze przed jego oblężeniem. Z rozmowy, toczącej się kolejno po francusku, rosyjsku i wreszcie w prawdziwym najczystszym jidysz, dowiedziałam się, jak ważna jest dla nich ta działalność i jak cenny jest każdy, kto przychodzi modlić się i uczyć.

        Innym ważnym obszarem działania są Stany Zjednoczone. Rebe naciskał na to, by nauczanie prowadzić właśnie w miastach i miasteczkach amerykańskich, gdzie zapanował duch liberalizmu. Pewien zupełnie świecki dziennikarz izraelski napisał w dzienniku "Maariw" po rozmowie z Rebem: "W kilka dni później uczestniczyłem w nabożeństwie jomkipurowym w pewnej synagodze mieszczącej się na eleganckim przedmieściu Nowego Jorku. Gdy zobaczyłem kobiety i mężczyzn śpiewających Kol Nidre na scenie, z towarzyszeniem organów, tych mężczyzn w odświętnych garniturach, z odkrytymi głowami, te wystrojone według najnowszej mody kobiety, przymknąłem oczy, a moja dusza uleciała ku starej synagodze lubawickiego Rebego".

        Ośrodki Chabadu powstały również w Izraelu, gdzie pod Tel Awiwem zbudowano wioskę Kfar Chabad. Ale największym i najważniejszym obszarem działania stał się Związek Sowiecki i tak jest do dziś, choć Związku już nie ma.

        Rebe dużo pisał, stale przyjmował ludzi, spotykał się ze swymi wiernymi i nie tylko z nimi. Najważniejsi są jednak emisariusze, do których apelował tak usilnie, że - jak głosi powiedzonko - jego wysłannicy pojawiają się wszędzie tam, gdzie tylko pojawi się reklama Coca-Coli.

        Po święcie Simchat Tora w 1977 roku, gdy Rebe zasłabł po raz pierwszy, lekarze zaczęli się domagać zmian w trybie życia przywódcy Chabadu. Po krótkim odosobnieniu Rebe ogłosił jednak publicznie, że nie zamierza udać się na emeryturę. Zaczął przyjmować gości ze zdwojoną intensywnością. Częściej i dłużej też przemawiał. Odwiedzają go nie tylko chasydzi lubawiccy i sympatycy ruchu. Wydaje się, że wszyscy chcą popatrzeć na niego choćby przez chwilę. Audiencje odbywają się teraz grupowo - według krajów i potrzeb. Osobno Rebe udziela błogosławieństwa nowożeńcom, osobno rozmawia z chłopcami przed bar micwą. Z wyjątkiem ważnych osobistości ze świata polityki, religii czy kultury - nikt nie może zostać przyjęty na audiencji prywatnej.

        Gdzieś około roku 1986 rodzi się nowa forma obcowania Rebego z ludźmi
       - wręczanie przybywającym po błogosławieństwo banknotu dolarowego, przeznaczonego na cedakę (dobroczynność).

        20 października 1991 roku reporterzy CNN filmują ceremonię rozdawania dolarów. W pewnej chwili Rebe zwraca się ku nim i każdemu osobno wręcza banknot dolarowy, mówiąc: "To na dobroczynność". Jeden z nich zapytał: "Czy mógłby pan powtórzyć teraz swoje przesłania dla świata na temat Mesjasza?" "Opublikowała je już prasa całego świata, ale jeśli chcecie to przesłanie powtórzyć, powiedzcie, że Mesjasz gotów jest przyjść teraz, i tylko od nas zależy, czy uczynimy coś więcej w dziedzinie dobra i dobrych uczynków". "Czy zatem ludzie powinni dokonywać aktów dobroczynnych po to, by On przyszedł?" "Wystarczy, aby uczynili tylko odrobinę więcej, niż czynią teraz, i Mesjasz przybędzie natychmiast".

        W pół roku później, na dzień przed udarem, który unieruchomił Rebego do końca jego dni, dziennikarz "New York Post" zadał mu pytanie: "Jakie teraz może pan przekazać przesłanie w sprawie Mesjasza?" "On nadchodzi. Nie tylko przygotowuje się do drogi, ale już jest w drodze".

        Menachem Mendel Schneerson zmarł 12 czerwca 1994 roku. Po jego śmierci nie wybrano następcy. W świecie chasydów lubawickich zarysował się pewien podział. Wydaje się, że pojawiły się trzy ugrupowania:

        Tych, którzy obawiają się, że sprawy przybrały taki obrót, iż wkrótce ruch utraci zaufanie wiernych i ulegnie deformacji;

        Tych, którzy twierdzą, że Rebe wprawdzie umarł, ale należy go uważać za żywego, podobnie jak innych zmarłych mędrców (w tym sensie, w jakim mowa jest w Torze, że "Jakub nie umarł"; por. tekst rabina KanofskyŐego w "Midraszu" z listopada ub.r.), a także, że Rebe jest Gadol haDor - wielkim obecnej generacji;

        Tych, którzy nie wierzą, że Rebe umarł i uważają go za Mesjasza, który żyje, lecz jest ukryty.

        Ci ostatni powołują się na niejasne komunikaty samego Rebego, który nigdy co prawda nie powiedział, że jest Mesjaszem, ale nigdy też nie zaprzeczył i nie zapobiegł istniejącym w Chabadzie tendencjom do określania go tym mianem. Przeciwnicy tak dosłownego mesjanizmu w samym Chabadzie są zdania, że sędziwy, a pod koniec życia niepełnosprawny Rebe nie był w stanie powstrzymać kultu swojej osoby, a doktryna mesjańska została zniekształcona.

        Wszystkim tym, którzy obawiają się, iż judaizmowi zaszkodzą niektóre z tych tendencji, warto przypomnieć następującą historię z Talmudu. Pewien mędrzec na wieść o tym, że Mesjasz jest u bram miasta, postanowił nie przerywać swego zajęcia. Właśnie sadził drzewo po to, aby jego wnuki mogły zakosztować jego owoców. Mędrzec wiedział, że bezcelowe są dyskusje, gdyż Mesjasz nie zostanie rozpoznany przed swoim przybyciem, lecz poznamy go dopiero po owocach jego działania.





 (C) Midrasz 1998 - 2001. Wszelkie prawa zastrzeżone.